Region24.info

Die Banalität des Bösen

Die Banalität des BösenEs ist der 22. Juli 1944. An der Rampe des KZ-Auschwitz steigen Juden und Nichtjuden aus den Waggons. 150 Menschen stehen in der hitzigen und lauen Sommerluft.

Infolge der Selektion wurden 12 Frauen und 21 Männer zur Arbeit eingeteilt. Der Rest kam in die Gaskammern – erzählt J. Cohen, Historiker am United States Holocaust Memorial Museum (HMM). Nach 60 Jahren wird er erfahren, was ihre Henker für Menschen waren.

Hier gibt es Beeren

Im Januar 2007 landet auf dem Schreibtisch der Archivarin des HMM, B. Erbelding ein Päckchen an einen ehemaligen US-Offizier. Im Päckchen befindet sich ein Album mit dem Titel „Auschwitz 21.6.1944“ und darin 116 einzigartige Fotografien. Auf den meisten von ihnen sieht man den ersten Besitzer der Fotos, den SS-Mann K. Hoecker. Auf dem Foto „Hier gibt es Erdbeeren“ sieht man junge, lächelnde Frauen der Waffen-SS, die gerade Waldfrüchte essen. Eine von ihnen scheint unzufrieden zu sein, sie dreht die leere Schüssel um. Unter dem Foto sieht man das Datum – 22. Juli 1944 und den Ortsnamen – Solahütte, ein kleines Erholungszentrum 30 km von Auschwitz entfernt. Es lässt sich heute nicht mehr feststellen, ob die Beeren vor oder nach der Vergasung der an diesem Tag gebrachten Gefangenen gegessen wurden. Doch das ist eine zweitrangige Frage. Denn bereits der Philosoph H. Arendt sagte: Im Mittelpunkt der Tat steht einzig und allein der Täter selbst. Es geht also nicht darum, was tatsächlich geschah, sondern darum, was vernachlässigt wurde. Hier aber wurde alles vernachlässigt: vom gewöhnlichen Mitgefühl bis hin zu tatsächlicher Hilfeleistung. Was an diesem Tag die Frauen der SS von den Auschwitz-Gefangenen trennte war nicht die Entfernung. Es waren auch nicht die kulturellen Unterschiede. Es war der völlige Mangel an Moral.

Ein nicht alltäglicher Alltag?

Diese Menschen vergnügen sich und lachen. Sie sind wie du und ich – so beschreibt B. Erbeling die Personen in seinem Interview mit J. Fowler. Das was sie machen und wer sie sind betrachten sie als ihre Arbeit, nach der sie ihren verdienten Feierabend haben, mit den Kindern spielen oder den Hund füttern. Ihr Verhalten wir von der Gemeinschaft in der sie leben akzeptiert. Und das ist das furchterregendste – erklärt er. Auf einigen Fotografien sieht man, wie ein SS-Mann mit seinem Lieblingsschäferhund spielt, sich auf einer Liege in Begleitung junger Frauen entspannt oder Lampen am Weihnachtsbaum anzündet. Gleichzeitig scheint er die Ereignisse, an denen er teilnimmt, nicht wahrzunehmen, als wäre er von einer moralischen Entfremdung übermannt. Das Album stammt aus der Zeit kurz vor dem Jahr 1945, also aus einer Zeit, als die Gaskammern am stärksten ausgelastet waren.

Die Zahnräder der Maschinerie des Todes

Bereits vor einigen Jahren schrieb H. Arendt in ihrem Buch „Eichmann in Jerusalem: die Banalität des Bösen“, dass es zu historischen Verbrechen in diesem Maßstab nicht dadurch sadistische Mörder oder Psychopaten kommt. Sie sprach von der Banalität des Bösen als Zuständen moralischer Degeneration, denen normale Menschen verfallen. Sie unterscheiden sich durch ihre Fähigkeit, sich des gesellschaftlich-politischen Realitäten unterzuordnen. Diese Menschen handeln in einer gemeinschaftlichen Verblendung, im Amok und werden zu „Zahnrädern der Maschinerie“ – wie Adolf Eichmann es bezeichnete. Ich wurde durch Tausende Ideale beflügelt und ähnlich, wie viele andere auch habe ich mich für eine Sache engagiert, aus der es kein Entkommen mehr gab – erinnert sich Eichmann in seinen kurz vor der Exekution in Israel verfassten Memoiren. Er selbst bezeichnet sich als „einfachen Soldaten“ oder „Befehlsempfänger“. Die Banalität des Adolf Eichmann beruhte nach Arendts Meinung auf einer vollständigen Unterordnung seiner Person unter die Realität, dem Eintritt in diese Realität und deren Akzeptanz. Er war weder ein „Monster“ noch ein „Dämon“ – sagt die Philosophin. Und dennoch war er Schuld am größten Verbrechen. Sie beruft sich auf F. Dostojewski, der einst schrieb: unter Dutzenden Vergewaltigern und Mördern hat er niemals einen Menschen getroffen, der fähig wäre, sich mit der Realität objektiv auseinander zu setzen. Warum? – fragt sie sich selbst. Weil seine Verbrechen ein integraler Bestandteil dieser Realität sind. Die Realität von Auschwitz führt dazu, dass man sich fragen muss: Steckt ein Eichmann in jedem von uns? Sind wir nur Zahnräder in einer riesigen Maschinerie des moralischen Verfalls? Es scheint, dass diese Fragen auch 60 Jahre nach dem Massenmord an Millionen Menschen immer noch nicht beantwortet sind.

Anna Sztandera

Banalność zła

Banalność złaJest 22 lipca 1944. Rampa kolejowa obozu w Auschwitz. Żydzi i nie-Żydzi wysiadają z wagonów. 150 sylwetek oblepia upalne, letnie powietrze.

W wyniku selekcji 12 kobiet i 21 mężczyzn skierowano do pracy. Reszta trafiła do komór gazowych – opowiada J. Cohen, historyk z United States Holocaust Memorial Museum (HMM). Po 60 latach świat dowie się, jakimi ludźmi byli ich oprawcy.

Tu są jagody

W styczniu 2007 r. na biurko B. Erbelding, archiwistki z HMM trafia paczka od byłego amerykańskiego oficera. W środku znajduje się album zatytułowany „Auschwitz 21.6.1944” a w nim116 unikalnych fotografii. Na większości widnieje postać ich pierwszego właściciela, SS-mana K. Hoeckera. Na zdjęciu „Hier gibt es Erdbeeren” (Tu są jagody) widać młode, uśmiechnięte kobiety z Waffen-SS jedzące leśne owoce. Jedna z nich jak gdyby niezadowolona, odwraca pustą miseczkę do góry nogami. Pod fotografią widnieje data – 22 lipca 1944. I nazwa miejsca – Solahuette, niewielki ośrodek wypoczynkowy usytuowany zaledwie 30 kilometrów od Auschwitz. Nie wiadomo, czy jagody były spożywane przed czy po zagazowaniu przybyłych tamtego dnia do obozu więźniów. Jest to jednak sprawa marginalna. Bo – jak mówiła filozof H. Arendt – w centrum czynu może znajdować się tylko sam sprawca. Nie chodzi więc o to, co się faktycznie zdarzyło, ale o to czego nie było. A tu zabrakło wszystkiego: od zwykłych odruchów współczucia po faktyczną chęć udzielenia pomocy. Bo tym, co dzieliło tamtego dnia kobiety z SS od przywiezionych do Auschwitz nie była odległość. Nie była nią również odmienność kulturowa. Był nią całkowity zanik moralności.

Niecodzienna codzienność?

Ci ludzie bawią się, śmieją. Są tacy jak ty czy ja – opisuje postacie ze zdjęć B. Erbelding w wywiadzie dla J. Fowlera. – To, co robią, kim są, traktują jak pracę, po której przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Zabawę z dziećmi czy nakarmienie psa. Ich zachowanie jest akceptowane przez społeczność, w której żyją. I to jest najbardziej zatrważające – tłumaczy. Na kilkunastu fotografiach widać, jak SS-man bawi się ze swoim ulubionym owczarkiem, odpoczywa na leżaku w towarzystwie młodych kobiet czy zapala lampki na bożonarodzeniowej choince. Zarazem pozostaje ślepy, jakby owładnięty marskością moralną na wydarzenia, w których uczestnicy. Trzeba wspomnieć, że album pochodzi tuż sprzed roku 1945. Czyli z okresu, kiedy komory gazowe były najczęściej eksploatowane.

Kółka w maszynie śmierci

Już kilkanaście lat temu, w swojej książce „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła” H. Arendt zwróciła uwagę na fakt, że do zła historycznego na wielką skalę nie dochodzi przez sadystycznych morderców czy psychopatów. Mówiła o „banalności zła” jako o stanach degeneracji moralnej, której uczestnikami są zwykli ludzie. Tym jednak, co ich wyróżnia, jest umiejętność podporządkowania się społeczno-politycznym realiom. Działają niejako w zbiorowym zaślepieniu, amoku, stając się – jak określił to Eichmann – „kółkami w maszynie”. – Byłem uskrzydlony tysiącem ideałów i podobnie jak wielu innych wpakowałem się w sprawę, z której nie można było już wyjść – wspomina w pamiętniku napisanym tuż przed egzekucją w Izraelu. Sam siebie określa mianem „prostego żołnierza” czy „wykonawcy rozkazów”. Banalność Eichmanna – zdaniem H. Arendt – polegała na całkowitym podporządkowaniu się rzeczywistości, wejściu w nią, akceptacji. Nie był on „potworem” ani „demonem” – przekonuje filozof. – Ale jednak sprawcą najstraszliwszego zła – tłumaczy. Powołuje się na F. Dostojewskiego, który pisał, że wśród dziesiątków gwałcicieli i morderców nigdy nie spotkał człowieka, który byłby w stanie obiektywnie odnieść się do rzeczywistości. Dlaczego? – pyta samą siebie. – Gdyż jego zbrodnie stanowią jej integralny składnik – odpowiada za pisarzem. Rzeczywistość Auschwitz sprawia, że uprawnione stają się pytania: Czy Eichmann żyje w każdym z nas? Czy jesteśmy trybikami, podtrzymującymi życie potężnej maszyny upadku moralnego? Wydaje się, że przeszło 60 lat od momentu masowej zagłady milionów ludzi pytania te wciąż czekają na odpowiedź.

Anna Sztandera