Am 13. Dezember, am Jahrestag der Ausrufung des Kriegszustands in Polen im Jahr 1981, werden die Anführer der EU-Mitgliedsstaaten den neuen europäischen Vertrag unterzeichnen – die Grundlage für einen Superstaat.
Das von den 27 Staats- und Regierungschefs zu unterzeichnende Vertragswerk unterscheidet nur unwesentlich von der im Jahr 2005 von den Franzosen und Niederländern abgelehnten EU-Verfassung. Es wird einzig keine gemeinsame Fahne, keine Hymne und keine Präambel geben. Der Außenminister wird Bevollmächtigter für Auswärtige Angelegenheiten und der Unionspräsident Vorsitzender des EU-Rats heißen. Die zuvor heftig kritisierte Verfassung kommt so durch die Hintertür – ganz ohne Widerstand und ohne heftige gesellschaftliche Debatten in den Mitgliedsländern. Bundeskanzlerin Merkel betonte, dass der Vertrag von Lissabon ein Meilenstein auf dem Weg zu einer vollen Vereinigung aller EU-Mitgliedsstaaten ist. Polens Präsident Kaczyński versicherte, dass die Interessen Polens in der EU auf Dauer gewahrt wurden. Bald kommt die Zeit für eine EU-Armee und eine gemeinsame Polizei.
Der Vertrag schafft die Grundlagen für einen riesigen europäischen Staat, der bei Beziehungen zu Russland oder Indien sicherlich eine starke Position vertreten wird. Die Chancen auf wirtschaftliches Wachstum in Europa werden steigen. Die EU wird im Prozess der Globalisierung eine führende Rolle spielen können. Sie wird politisch homogener. Leider ziehen sich über dieser sonnigen Zukunft dunkle Wolken zusammen. Es sind die Wolken eines Vielvölkerstaates, der in der Vergangenheit in Europa niemals lange Bestand hatte. Bespiele sind hier die UdSSR, Jugoslawien oder die Tschechoslowakei. Diese Staaten existieren auf heutigen Landkarten nicht mehr. Sie zerfielen unter dramatischen Bedingungen. Es fehlte nicht viel, und es wäre durch den Zerfall Jugoslawiens zu einer ernsthaften europäischen Krise gekommen. Im Zuge dieser Ereignisse starben Tausende Menschen. Ein eventueller zukünftiger Zerfall der Europäischen Union wäre in seinen Folgen noch tragischer, umso tragischer, je unselbstständiger die Mitgliedsvölker wären. Die Idee von der „Abschaffung“ zum Beispiel des Deutschen oder Polnischen Staates ist und bleibt eine Utopie, die ein tragisches Finale haben könnte. Ein vereintes Europa, dessen Grundlagen einst rein ökonomisch waren entglitt unbemerkt auf eine ideologische Schiene. Wirtschaftsfragen werden nicht mehr so sehr in den Vordergrund gestellt, weil es ja momentan nichts Erfreuliches gibt. Wir verlieren ständig den technologischen Wettlauf nicht nur gegen die USA sondern auch Indien oder China. Wenn der europäischen Fahrzeugmarkt von Autos „Made in China“ für 5000 Dollar überschwemmt wird, wird sich herausstellen, dass wir zwar eine politische Union, aber eine immer noch keine konkurrenzfähige Wirtschaft haben. Jede Weltwirtschaftskrise könnte bei dieser Zentralisierung und Ideologisierung in Europa zu einer Wirtschaftskatastrophe ausufern, wie der „großen Krise“ in den USA. Das könnten einzelne europäische Völker nicht aushalten – es käme zu ernsthaften Konflikten. Eine gemeinsame multinationale Armee könnte in dieser Situation nichts ausrichten.
Euroskeptiker meinen, die von europäischen Politikern eingeschlagene Richtung wäre falsch. Sie meinen, die Verfassung sei ein Angriff auf die Unabhängigkeit der Mitgliedsstaaten und ihrer Bevölkerungen. Die Bürger werden ihrer Rechte auf Mitbestimmung bei zahlreichen wichtigen Fragen beraubt, auch bei Fragen der Rechtsprechung. Vielleicht sind es unbegründete Ängste, doch man weiß bereits, dass die Zahl der Kommissare um 1/3 reduziert wird. Das bedeutet, dass jeder dritte Staat in der EU ohne eigenen Vertreter in der EU-Regierung auskommen werden muss. Gefährlich dabei ist, dass die Kommissare mit einer einfachen Mehrheit im EU-Rat gewählt und nicht wie bisher von den einzelnen Regierungen bestimmt werden. Eine Folge kann sein, dass sie von den Regierungen und Bürgern ihrer Länder völlig abgekoppelt werden. Dann werden die Entscheidungen, die eigentlich von den Bevölkerungen getroffen werden sollten, hinter den Kulissen von Politikern entschieden, auf deren Wahl und Arbeit wir keinen Einfluss mehr haben. Wie das enden kann, kann man gerne in „Farm der Tiere“ oder „1984“ von George Orwell nachlesen.
Die wichtigste Veränderung, die der neue Vertrag bringt, ist ein neues Abstimmungssystem im EU-Rat. Polen ist es gelungen, das Abstimmungssystem um 10 Jahre bis 2017 zu verschieben. Am hundertsten Jahrestag der Oktoberrevolution 1917 in Russland wird unser Europa zu einer Gemeinschaft, in der Polen, Deutschland oder andere Staaten rechtmäßig zu einer ungewollten Entscheidung gezwungen werden können. Das Attribut der Souveränität wird aufgehoben. Die EU als Ganzes wird Vorrang haben, nicht die einzelnen Mitgliedsstaaten. Wie Lenin sagte – es wird keine Staaten geben, sondern nur eine Heimat der arbeitenden Stadt- und Landbevölkerung. Die Grundlagen der USA (Vereinigte Staaten von Amerika) oder der UdSSR bildeten einst unabhängige Staaten. Das Problem beruht darauf, dass die EU mental und kulturell der UdSSR näher ist, als dem „freien“ Amerika. Dank des neuen Abkommens werden Urteile des EU-Tribunals auch für innere Angelegenheiten der Mitgliedsstaaten verbindlich. Die Urteile können nicht angefochten werden. Polen und Deutschland werden diese Gerichte sicherlich noch häufig Ärger bereiten. Hoffentlich kommt es dabei nicht zu einer Grabesstille.
Waldemar Gruna
13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia w Polsce Stanu Wojennego w 1981r., przywódcy UE podpiszą nowy eurotraktat - podwalinę pod superpaństwo.
Parafowana przez liderów 27 państw umowa nie różni się istotnie od odrzuconej w 2005r. przez Francje i Holandię eurokonstytucji. Nie będzie tylko flagi, hymnu i preambuły. Minister spraw zagranicznych nazywać się będzie wysokim przedstawicielem ds. zagranicznych a prezydent Unii przewodniczącym Rady UE. Krytykowana wcześniej unijna konstytucja wejdzie w życie “tylnymi drzwiami” - bez rozgłosu i społecznej dyskusji w krajach członkowskich. Kanclerz A.Merkel podkreślała, że traktat lizboński jest kamieniem milowym na drodze do pełnego zjednoczenia państw unii, a prezydent L.Kaczyński zapewniał, że polskie interesy w UE zostały trwale zabezpieczone. Niedługo przyjdzie czas na unijną armię i wspólną policję.
Traktat daje podstawy do stworzenia olbrzymiego państwa europejskiego, które na pewno będzie miało mocną pozycję w kontaktach z Rosją czy Indiami. Powstaną większe szanse na rozwój ekonomiczny Europy. Unia będzie mogła dążyć do przywództwa w procesie globalizacji. Stanie się bardziej spójna politycznie. Niestety nad tą “świetlaną przyszłością” na podobieństwo ZSRR wiszą czarne chmury. Są to chmury państwa wielonarodowego, którego istnienie w Europie nigdy nie trwało długo. Przykładami mogą być ZSRR, Jugosławia lub Czechosłowacja. Tych państw nie ma już na mapach świata. Rozpadły się w dramatycznych okolicznościach. Niewiele brakowało a przez rozpad Jugosławii doszło by do poważnego konfliktu w Europie. W trakcie tych wydarzeń zginęło tysiące ludzi. Przyszły ewentualny rozpad Unii Europejskiej będzie z pewnością tragiczniejszy w skutkach. Tym tragiczniejszy im bardziej niesamodzielne będą narody wchodzące w jej skład. Im bardziej scentralizowana i zbiurokratyzowana będzie Unia Europejska. Idea “zniesienia” istnienia na przykład narodu niemieckiego czy narodu polskiego jest utopią, która doprowadzić może do tragicznego finału. Zjednoczona Europa, której podstawy budowania były czysto ekonomiczne niepostrzeżenie przeskoczyła na tory ideologicznego rozwoju. Sprawy gospodarcze nie są eksponowane bo i na razie nie ma z czego się cieszyć. Ciągle przegrywamy “wyścig” technologiczny nie tylko z USA ale Indiami czy Chinami. Jak rynek samochodowy w Europie opanują auta “made in China” za 5000 dolarów, to okaże się że mamy wprawdzie Unię polityczną ale z ciągle niekonkurencyjną gospodarką. Każdy kryzys gospodarczy na świecie przeniesiony na obszar UE, przy jej ideologizacji i centralizacji przerodzić się może w katastrofę ekonomiczną podobną do “wielkiego kryzysu” w USA. Tego poszczególne narody europejskie mogą nie wytrzymać – może dojść między nimi do poważnych konfliktów. Wspólna wielonarodowa i wielokulturowa armia nic niestety w takiej sytuacji nie pomoże.
Zdaniem eurosceptyków kierunek obrany przez obecnych polityków w Europie jest zły. Traktat według nich to zamach na niepodległość państw członkowskich i ich społeczeństw. Uważają oni, że obywatele poszczególnych państw pozbawieni zostaną prawa do decydowania w wielu istotnych dla nich kwestiach, także w sprawach związanych z wymiarem sprawiedliwości. Może są to obawy na wyrost ale jak wiadomo liczba komisarzy zostanie zmniejszona o 1/3. Oznacza to, że co trzecie państwo UE nie będzie miało swojego przedstawiciela w unijnym rządzie. Groźne jest to, że tacy komisarze mają być wybierani kwalifikowaną większością głosów przez Radę Unii, a nie jak obecnie wskazywani przez rządy. Efektem może być całkowite oderwanie ich od rządów i obywateli swoich krajów. Wtedy decyzje, które powinny być podejmowane przez demokratyczne społeczeństwa, będą podejmowane zakulisowo przez urzędników, na których wybór i działanie nie będziemy mieli wpływu. Jak to się może skończyć – proszę przeczytać “Folwark zwierzęcy” lub “Rok 1984” G. Orwella.
Najważniejszą zmianą jaką wprowadza traktat jest system głosowania w Radzie Unii. Polsce udało się go odłożyć o 10 lat do 2017 roku. W setną rocznicę Rewolucji Październikowej z 1917 roku w Rosji nasza Europa stanie się wspólnotą, w której Polska, Niemcy lub inne państwo może zostać, zgodnie z prawem, zmuszone do niechcianej decyzji. Straci atrybut suwerenności. Najważniejsza będzie unia jako całość a nie poszczególne jej składniki czyli państwa. Podobnie jak w słowach Lenina – nie będzie państw ale jedna ojczyzna ludu pracującego miast i wsi. U zarania USA i ZSRR państwa czy stany (United States- zjednoczone państwa) wchodzące w ich skład były formalnie “niepodległe”. Problem polega na tym, że niestety UE bliżej jest kulturowo i mentalnie do ZSRR niż do “wolnej amerykanki” rodem zza oceanu. Dzięki nowemu traktatowi orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości będą także dotyczyły spraw wewnętrznych. Wyroki sędziów tego trybunału nie będą mogły być zaskarżane. Z pewnością Polsce i Niemcom ten sąd nieraz zagra na nerwach. Oby nie był to marsz pogrzebowy.
Waldemar Gruna