Region24.info

Krieg in Georgien

Krieg in GeorgienEine junge Studentin aus der Ukraine besuchte ihren Verlobten in Georgien. Sie wusste nicht, dass sich das Land im Kriegszustand befindet... Das Gespräch hat Beata Steć geführt. Auf Bitten der Gesprächspartner wurden alle Namen von der Redaktion geändert.

Oksana Lywyniuk: Ich kam am 8. August 2008 in Georgien an. Tiflis war in einem Lichtermeer getaucht. Mein verlobter erzählte mir, wie schön sein Land ist. Als stolzer Bergbewohner träumte er seit langem davon, mir sein Heimatdorf im Südkaukasus und Tiflis, seinen derzeitigen Wohnsitz zeigen zu können. Als ich die Ukraine verließ wusste ich nicht, dass ein Krieg bevorsteht. Auf dem Weg zum Flughafen hörte ich im Radio die ersten beunruhigenden Nachrichten über den Kriegszustand in Georgien.

Beata Steć: Hattest Du keine Angst, dass etwas schlimmes passieren könnte und Du umkehren müsstest?

Oksana Lywyniuk: Ich hatte schon das Ticket, der Urlaub war geplant. Ich machte mir keine Sorgen, weil die Lage in Georgien seit längerer Zeit sowieso angespannt war. Danach ging alles sehr schnell. Am Flughafen erledigte ich die Formalitäten und begann erst nach der Gepäckabfertigung die anderen Passagiere zu beobachten. Ich bemerkte einen Mann, der ein Buch von Sienkiewicz las. Da ich in Polen studiere, dachte ich mir, er sei ein Pole und freute mich, dass jemand aus Polen nach Georgien reist. Ich begann mich mit ihm zu unterhalten. Es stellte sich heraus, dass er ein Kameramann des polnischen Fernsehens ist. Er sollte zu einer Journalistin dazustoßen, die bereits einen Tag vorher nach Georgien gereist war. Da wurde mir bewusst, dass die meisten Passagiere Journalisten sind – nicht nur aus Polen, sondern auch aus anderen Ländern.

B.S.: Hast Du den polnischen Kameramann gefragt, was in Georgien geschieht?

O.L.: Er bestätigte, dass in Georgien der Kriegszustand herrscht und sagte, dass alle Medienvertreter dahin reisen, um zu berichten.

B.S.: Spürtest Du Unruhe unter den Passagieren?

O.L.: Ich flog mit einer georgischen Fluglinie. Es herrschte eine entspannte Atmosphäre. Einige scherzten sogar, dass wir auch im Fall eines Krieges in Georgien in einem sicheren Flugkorridor fliegen werden und uns keine Gefahr droht. Niemand sprach über den Krieg.

B.S.: Hat sich die lockere Atmosphäre geändert, als ihr in Georgien gelandet seid?

O.L.: In der Ankunftshalle wartete Georgij auf mich. Glücklich machten wir uns auf den Weg ins in der untergehenden Sonne getauchte Tiflis. Dort bevölkerten viele Menschen die Restaurants und Cafes. Der Duft von Chatschapuri, dem georgischen Nationalgericht lag in der Luft. Wir setzten uns in ein gemütliches Restaurant. Neben uns saßen Familien mit Kindern. Keine Spur von Kriegshandlungen. Dann begann Georgij zu erzählen, dass er gerade aus Südossetien gekommen war, wo er half, eine befreundete Familie herauszubringen, weil der Krieg ausbrach. Also doch... Die Kriegshandlungen durchkreuzten unsere Urlaubspläne. Wir hatten Angst aus Tiflis herauszufahren, so liefen wir durch die Stadt, um zu sehen was passiert. Ich machte einige Fotos von Flüchtlingen, die vor dem Rathaus von Tiflis kampierten. Es waren Georgier, die man über den humanitären Korridor aus den Konfliktgebieten evakuiert hatte – ähnlich wie Georgijs Bekannte. Sie waren schwarz gekleidet und hatten ihr gesamtes Hab und Gut bei sich. Die meisten hatten nur kleine Taschen für ihren Reispass und Geld. Frauen und Kinder weinten. Es weinten auch Männer. Ich glaube, ich habe erst dann begriffen, dass Krieg herrscht. Georgij war nun nicht mehr optimistisch. Er war bereits Zeuge mehrerer Konflikte in Georgien und wusste zu welchen Gewalttaten an der Zivilbevölkerung kämpfende Soldaten fähig sind. Er sah vergewaltigte Frauen, an Bäumen aufgehängte Menschen und Körper ohne Köpfe. Er sah aber auch, wie Osseten mit Menschenköpfen Fußball spielten. – Wenn ich sterben sollte, dann passiert es hier in meiner Heimat. Aber was ist, wenn du stirbst? Du bist doch hier im Urlaub, und nicht um zu sterben. Deine Mutter wird sich Sorgen machen – sagte er. Ich hatte ein Rückflugticket erst für September.

Mehr in der Magazin REGION Nr 4/2008

Krieg in Georgien

Wojna w Gruzji

Wojna w GruzjiUkraińska studentka pojechała odwiedzić narzeczonego w Gruzji. Nie spodziewała się, że zastanie ten kraj w stanie wojny... Rozmawiała Beata Steć.Foto. Anna Soroka

Na prośbę rozmówców, imiona i nazwiska bohaterów wywiadu zostały zmienione.

Oksana Lywyniuk: Przyleciałam do Gruzji 8 sierpnia 2008 roku. Tbilisi tonęło w morzu świateł. Narzeczony opowiadał jaki piękny jest jego kraj. Jako dumny góral od dawna marzył, aby pokazać mi rodzinną wioskę w południowym Kaukazie i Tbilisi, w którym obecnie mieszka. Opuszczając Ukrainę, nie wiedziałam, że zanosi się na wojnę. W drodze na lotnisko usłyszałam z radia pierwsze niepokojące informacje o stanie wojennym w Gruzji.

Beata Steć: Nie przestraszyłaś się, że dzieje się coś złego i może trzeba zawrócić?

Oksana Lywyniuk: Miałam wykupiony bilet i zaplanowane wakacje. Nie przejęłam się tym, bo sytuacja w Gruzji już i tak od dłuższego czas była napięta. Później wszystko działo się tak szybko. Na lotnisku załatwiłam formalności i dopiero po odprawie bagażu, kiedy oczekiwałam na samolot, zaczęłam przyglądać się pasażerom. Moją uwagę zwrócił mężczyzna, który czytał książkę Sienkiewicza. Ponieważ studiuję w Polsce, domyśliłam się, że to jest Polak. Zrobiło mi się raźniej na duszy, że ktoś z Polski wybiera się do Gruzji. I nawiązałam z nim rozmowę. Okazało się, że jest operatorem kamery i pracuje dla TVP. Ma dołączyć do dziennikarki, która do Gruzji wyjechała dzień wcześniej. Zdałam sobie sprawę, że większość pasażerów tego samolotu to dziennikarze, nie tylko z Polski, ale i innych krajów.

B.S.: Zapytałaś polskiego operatora, co dzieje się w Gruzji?

O.L.: Potwierdził, że wprowadzono stan wojenny. Wyjaśnił, że on i przedstawiciele innych mediów lecą tam, by relacjonować bieg wydarzeń.

B.S.: Czy nie czułaś napięcia wśród oczekujących pasażerów?

O.L.: Leciałam gruzińskimi liniami lotniczymi. Panowała dość luźna atmosfera. Nawet niektórzy żartowali, że jeżeli w Gruzji wybuchła wojna, to my będziemy lecieć bezpiecznym korytarzem powietrznym i nic nam nie grozi. Nikt nie rozmawiał o wojnie.

B.S.: Czy ta swobodna atmosfera przybrała na dramatyzmie, gdy już wylądowaliście w Gruzji?

O.L.: W holu przylotów czekał na mnie Georgij. Szczęśliwi ze spotkania, wyruszyliśmy do Tbilisi otulonego zachodzącym słońcem. Było gwarno, ludzie gromadzili się w restauracjach i kawiarniach. W powietrzu unosił się zapach chaczapuri - gruzińskiej potrawy. Ulegliśmy pokusie i usiedliśmy w przytulanej restauracyjce. Obok nas biesiadowały rodziny z dziećmi. Ani śladu działań wojennych. Aż do momentu, kiedy Georgij zaczął opowiadać, że właśnie wrócił z Południowej Osetii i pomagał wywozić stamtąd zaprzyjaźnioną rodzinę, bo wybuchła wojna. A więc jednak.... Działania wojenne pokrzyżowały nam wakacyjne plany. Baliśmy się gdziekolwiek wyruszyć poza Tbilisi, więc chodziliśmy po mieście, by zobaczyć co się dzieje. Zrobiłam kilka zdjęć uchodźcom, którzy koczowali przed urzędem miasta w Tbilisi. Byli to Gruzini ewakuowani korytarzem humanitarnym z terenów objętych konfliktem, podobnie jak znajomi Georgija. Ubrani na czarno, często z dorobkiem całego życia na ramieniu. Większość z nich miała tylko małe torebki na paszport i pieniądze. Płakały kobiety i dzieci. Płakali też mężczyźni. Chyba wtedy właśnie dotarło do mnie, że jest wojna. Georgij stracił swój optymizm. Był świadkiem niejednego konfliktu w Gruzji i pamiętał, do jakiej przemocy na cywilach są zdolni walczący żołnierze. Widział gwałcone kobiety, wisielców na drzewach i ciała bez głów. A także to, jak ludzkimi głowami Osetyjczycy grali niby piłką. - „Jeśli ja zginę, to zginę u siebie w domu, w swojej ojczyźnie. Ale jak Ty zginiesz? Przecież przyjechałaś odpocząć, a nie po śmierć. Twoja mama będzie się zamartwiała” – powtarzał. Bilet powrotny miałam wykupiony dopiero na wrzesień.

Całość wywiadu w nowym wydaniu magazynu REGION Europy, który jest dostępny w salonach empik w całej Polsce.

Wojna w Gruzji