Ein vereintes Europa, dessen Grundlagen einst rein ökonomisch waren entglitt unbemerkt auf eine ideologische Schiene.
Das von den 27 Staats- und Regierungschefs zu unterzeichnende Vertragswerk aus Lisabon unterscheidet nur unwesentlich von der im Jahr 2005 von den Franzosen und Niederländern abgelehnten EU-Verfassung. Es wird einzig keine gemeinsame Fahne, keine Hymne und keine Präambel geben. Der Außenminister wird Bevollmächtigter für Auswärtige Angelegenheiten und der Unionspräsident Vorsitzender des EU-Rats heißen. Die zuvor heftig kritisierte Verfassung kommt so durch die Hintertür – ganz ohne Widerstand und ohne heftige gesellschaftliche Debatten in den Mitgliedsländern. Der Vertrag schafft die Grundlagen für einen riesigen europäischen Staat, der bei Beziehungen zu Russland oder Indien sicherlich eine starke Position vertreten wird. Die EU wird im Prozess der Globalisierung eine führende Rolle spielen können. Leider ziehen sich über dieser sonnigen Zukunft dunkle Wolken zusammen. Es sind die Wolken eines Vielvölkerstaates, der in der Vergangenheit in Europa niemals lange Bestand hatte. Bespiele sind hier die UdSSR, Jugoslawien oder die Tschechoslowakei. Diese Staaten existieren auf heutigen Landkarten nicht mehr. Sie zerfielen unter dramatischen Bedingungen. Es fehlte nicht viel, und es wäre durch den Zerfall Jugoslawiens zu einer ernsthaften europäischen Krise gekommen. Im Zuge dieser Ereignisse starben Tausende Menschen. Ein eventueller zukünftiger Zerfall der Europäischen Union wäre in seinen Folgen noch tragischer, umso tragischer, je unselbstständiger die Mitgliedsvölker wären. Die Idee von der „Abschaffung“ zum Beispiel des Deutschen oder Polnischen Staates ist und bleibt eine Utopie, die ein tragisches Finale haben könnte. Ein vereintes Europa, dessen Grundlagen einst rein ökonomisch waren entglitt unbemerkt auf eine ideologische Schiene. Wirtschaftsfragen werden nicht mehr so sehr in den Vordergrund gestellt, weil es ja momentan nichts Erfreuliches gibt. Wir verlieren ständig den technologischen Wettlauf nicht nur gegen die USA sondern auch Indien oder China. Jede Weltwirtschaftskrise könnte bei dieser Zentralisierung und Ideologisierung in Europa zu einer Wirtschaftskatastrophe ausufern, wie der „großen Krise“ in den USA. Das könnten einzelne europäische Völker nicht aushalten – es käme zu ernsthaften Konflikten. Eine gemeinsame multinationale Armee könnte in dieser Situation nichts ausrichten.
Euroskeptiker meinen, die von europäischen Politikern eingeschlagene Richtung wäre falsch. Sie meinen, die Verfassung sei ein Angriff auf die Unabhängigkeit der Mitgliedsstaaten und ihrer Bevölkerungen. Die Bürger werden ihrer Rechte auf Mitbestimmung bei zahlreichen wichtigen Fragen beraubt, auch bei Fragen der Rechtsprechung. Vielleicht sind es unbegründete Ängste, doch man weiß bereits, dass die Zahl der Kommissare um 1/3 reduziert wird. Das bedeutet, dass jeder dritte Staat in der EU ohne eigenen Vertreter in der EU-Regierung auskommen werden muss. Gefährlich dabei ist, dass die Kommissare mit einer einfachen Mehrheit im EU-Rat gewählt und nicht wie bisher von den einzelnen Regierungen bestimmt werden. Eine Folge kann sein, dass sie von den Regierungen und Bürgern ihrer Länder völlig abgekoppelt werden. Dann werden die Entscheidungen, die eigentlich von den Bevölkerungen getroffen werden sollten, hinter den Kulissen von Politikern entschieden, auf deren Wahl und Arbeit wir keinen Einfluss mehr haben. Wie das enden kann, kann man gerne in „Farm der Tiere“ oder „1984“ von George Orwell nachlesen.
Waldemar Gruna
Mehr in der Magazin REGION Europy nr.4/2008
Zjednoczona Europa, której podstawy budowania były czysto ekonomiczne niepostrzeżenie przeskoczyła na tory ideologicznego rozwoju.
Umowa z Lizbony nie różni się istotnie od odrzuconej w 2005r. przez Francję i Holandię eurokonstytucji. Nie będzie tylko flagi, hymnu i preambuły. Minister spraw zagranicznych nazywać się będzie wysokim przedstawicielem ds. zagranicznych a prezydent Unii przewodniczącym Rady UE. Traktat daje podstawy do stworzenia olbrzymiego państwa europejskiego, które na pewno będzie miało mocną pozycję w kontaktach z Rosją czy Indiami. Unia będzie mogła dążyć do przywództwa w procesie globalizacji. Niestety nad tą “świetlaną przyszłością” na podobieństwo ZSRR wiszą czarne chmury. Są to chmury państwa wielonarodowego, którego istnienie w Europie nigdy nie trwało długo. Przykładami mogą być ZSRR, Jugosławia lub Czechosłowacja. Rozpadły się one w dramatycznych okolicznościach. Przyszły ewentualny rozpad Unii Europejskiej będzie z pewnością tragiczniejszy w skutkach. Tym tragiczniejszy, im bardziej niesamodzielne będą narody wchodzące w jej skład. Im bardziej scentralizowana i zbiurokratyzowana będzie Unia Europejska. Idea “zniesienia” istnienia na przykład narodu niemieckiego czy narodu polskiego jest utopią, która doprowadzić może do tragicznego finału. Zjednoczona Europa, której podstawy budowania były czysto ekonomiczne niepostrzeżenie przeskoczyła na tory ideologicznego rozwoju. Sprawy gospodarcze nie są eksponowane bo i na razie nie ma z czego się cieszyć. Ciągle przegrywamy “wyścig” technologiczny nie tylko z USA ale Indiami czy Chinami. Każdy kryzys gospodarczy na świecie przeniesiony na obszar UE, przy jej ideologizacji i centralizacji przerodzić się może w katastrofę ekonomiczną podobną do “wielkiego kryzysu” w USA. Tego poszczególne narody europejskie mogą nie wytrzymać – może dojść między nimi do poważnych konfliktów. Wspólna wielonarodowa i wielokulturowa armia nic niestety w takiej sytuacji nie pomoże.
Zdaniem eurosceptyków kierunek obrany przez obecnych polityków w Europie jest zły. Traktat według nich to zamach na niepodległość państw członkowskich i ich społeczeństw. Uważają oni, że obywatele poszczególnych państw pozbawieni zostaną prawa do decydowania w wielu istotnych dla nich kwestiach, także w sprawach związanych z wymiarem sprawiedliwości. Może są to obawy na wyrost ale jak wiadomo liczba komisarzy zostanie zmniejszona o 1/3. Oznacza to, że co trzecie państwo UE nie będzie miało swojego przedstawiciela w unijnym rządzie. Groźne jest to, że tacy komisarze mają być wybierani kwalifikowaną większością głosów przez Radę Unii, a nie jak obecnie wskazywani przez rządy. Efektem może być całkowite oderwanie ich od rządów i obywateli swoich krajów. Wtedy decyzje, które powinny być podejmowane przez demokratyczne społeczeństwa, będą podejmowane zakulisowo przez urzędników, na których wybór i działanie nie będziemy mieli wpływu. Jak to się może skończyć – proszę przeczytać “Folwark zwierzęcy” lub “Rok 1984” G. Orwella.
Waldemar Gruna
Całość w magazynie REGION Europy, który dostępny jest w salonach empik w całej Polsce.