Region24.info

Die Union bemüht sich um die Vertriebenen?

Die Union bemüht sich um die Vertriebenen?Wie lange soll diese deutsch-polnische Auseinandersetzung noch andauern?

Die deutschen Unions-Parteien CDU und die bayerische CSU haben noch vor den Europawahlen einen gemeinsamen Wahlaufruf abgegeben, der die Vertreibungen verurteilt. Das Prinzip der Freizügigkeit und Niederlassungsfreiheit wird als "ein Schritt hin zur Verwirklichung des Rechts auf die Heimat auch der deutschen Vertriebenen - in einem Europa, in dem die Völker und Volksgruppen einträchtig und ohne rechtliche Diskriminierungen zusammenleben können" beschrieben. "Vertreibungen jeder Art müssen international geächtet und verletzte Rechte anerkannt werden", heißt es weiter im Wahlaufruf unter dem Titel „Für eine starke Stimme in Europa“.

Nichts Neues

Professor Beata Ociepka stellt fest, dass den deutschen Vertriebenen bereits zu viel Aufmerksamkeit geschenkt wurde. Sogar der ehemalige polnische Staatspräsident Lech Wałęsa sagte vor polnischen und deutschen Journalisten, dass man das durch die Deutschen erfahrene Leid Historikern überlassen sollte. Diese Ansicht teilen auch immer häufiger Menschen, die sich mit deutsch-polnischen Beziehungen befassen. Kein Wunder, denn vor allem in polnischen Medien tauchen der BdV und der Name Erika Steinbach oft auf. Vielleicht zu oft. Es ist zur Normalität geworden, dass die Vertriebenen bei jeden Wahlen in Polen und Deutschland an die Oberfläche gespült werden. So geschah es auch während der Kampagne zur Europawahl, sowohl auf polnischer wie auch auf deutscher Seite. Der Wahlkampfaufruf der CDU/CSU bestätigt einzig diese Tradition. Der Kampf um Wählerstimmen wird schließlich immer geführt. Dabei geht es nicht nur um die Vertriebenen und ihre Nachfolger, sondern auch um ihre Familien und eventuelle Nutznießer einer „Umkehrung der Geschichte“. Die Ankündigung einer deutschen Partei sich für die Interessen der Vertriebenen einzusetzen ist auch eine Geste an rechte Wähler, die an einem wiedererstarkenden Deutschland interessiert sind.

Führt Deutschland eine Revision der Grenzen im Schilde?

Ein Unions-Politiker versicherte in einer Tageszeitung, dass der Wahlkampfaufruf der CDU und CSU sich einzig auf die Freizügigkeit und Niederlassungsfreiheit bezog. E. Brok betonte dabei ebenfalls, dass die CDU die Grenze zu Polen nicht in Frage stellt. Die Verantwortung für die erneut angespannte Lage schob er der polnischen Partei PiS zu. Seiner Meinung nach ist eine solche Auffassung des Wahlkampfaufrufs ein „Wahlkampfmittel“. Niemand möchte die bestehenden Grenzen in Frage stellen. Ganz im Gegenteil – nur dank der endgültigen Klärung des Grenzverlaufs konnte man Rechtsgrundlagen schaffen und damit eine Bedingung für die europäische Zusammenarbeit erfüllen – sagte E. Brok. Dass die Bundesregierung den Grenzverlauf nicht in Frage stellt ist allseits bekannt. Weder die Regierung Kohl, noch die Regierung Schröder, noch die derzeitige Regierung Merkel haben das jemals angezweifelt. Nicht einmal Erika Steinbach plädiert für eine Rückkehr zu den Grenzen von 1937. Die heutige Generation der Deutschen interessiert sich überhaupt nicht für die ehemaligen Ostgebiete und keiner ist an Konflikten um das heutige Wrocław interessiert. Fragt man über dreißigjährige Deutsche, ob sie für „Breslau“ ihr Leben geben würden, runzeln sie nur die Stirn und antworteten alle dasselbe: Wir fahren höchstens als Touristen oder als Geschäftsleute hin. Eine erneute Grenzverschiebung gehört daher eher in die Kategorie politischer Fiktionen. Deswegen lassen sich immer weniger Polen vom deutschen Revanchismus einschüchtern, auch wenn das in Wahlkampfszeiten sehr verlockende Themen sein mögen.

Dr. Krzystof Tokarz

Mehr in der Magazin REGION Europy

Chadecja walczy o wypędzonych?

Chadecja walczy o wypędzonych?Jak długo jeszcze będzie miała miejsce ta polsko-niemiecka przepychanka?

Niemieckie partie chadeckie, CDU i bawarska CSU, jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego przyjęły wspólną odezwę, w której żądały potępienia wypędzeń. "Obowiązująca w Unii Europejskiej swoboda wyboru miejsca zamieszkania i osiedlania się, jest krokiem w kierunku urzeczywistnienia prawa do ojczyzny również dla niemieckich wypędzonych - we wspólnej Europie, w której narody i grupy narodowościowe mogą żyć razem zgodnie oraz bez dyskryminacji wynikającej również z przeszłości" - można przeczytać w odezwie, zatytułowanej "Na rzecz silnego głosu w Europie". "Wypędzenia każdego rodzaju muszą zostać potępione na płaszczyźnie międzynarodowej, a naruszone prawa muszą zostać uznane" – postulowali niemieccy chadecy.

Nic nowego

Profesor Beata Ociepka stwierdziła, że już zbyt wiele uwagi poświęcono niemieckim wypędzonym. Nawet były polski prezydent Lech Wałęsa, zwracając się do polskich i niemieckich dziennikarzy powiedział, że krzywdy doznane od Niemców powinno się pozostawić historykom. Taki pogląd coraz częściej towarzyszy także ludziom związanym ze stosunkami polsko-niemieckimi. Trudno się dziwić, bo zwłaszcza w polskich mediach, BdV i nazwisko szefowej niemieckich ziomków, E. Steinbach, pojawia się nader często. Być może zbyt często. Staje się niemal standardem, że przy okazji każdych wyborów w Niemczech i w Polsce, to właśnie wypędzeni wypływają na wierzch. Tak też stało się podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego. I to zarówno po polskiej, jak i niemieckiej stronie. Rezolucja CDU/CSU tylko potwierdza tę niezbyt chlubną tradycję. Gra o elektorat zawsze przecież będzie się toczyć. A tu chodzi nie tylko o wypędzonych i ich następców, ale o ich rodziny i ewentualnych beneficjentów „odwrócenia historii”. Deklarowanie, że jakaś niemiecka partia będzie zabiegać o interesy niemieckich wypędzonych, to również ukłon wobec prawicowego wyborcy, zorientowanego na powrót silnych Niemiec. Tacy przecież też tam są – co nikogo nie powinno dziwić.

Niemcy chcą rewizji granic?

Polityk niemieckiej chadecji zapewniał na łamach jednej z gazet, że odezwa CDU i CSU w sprawie "wypędzonych" dotyczyła tego, że w Unii każdy ma prawo osiedlić się tam, gdzie chce. E. Brok - bo o nim tutaj mowa - zaznaczył, że CDU nie kwestionuje granic z Polską. Natomiast bardzo szybko i chętnie winą za zaistniałą napiętą obciążył PiS. Według tego niemieckiego polityka, takie odczytanie odezwy, to „gra wyborcza”. Nikt nie kwestionuje istniejących granic. Wręcz przeciwnie - tylko dzięki pełnemu uznaniu granic osiągnęliśmy pewność prawną, a zatem warunek pokojowej współpracy w Unii Europejskiej" – powiedział cytowany przez „Dziennik.Pl. E. Brok. To, że rząd federalny nie podważa istniejących granic z Polską wszyscy wiemy i pamiętamy. Ani rząd H. Kohla, ani G. Schrödera, ani tym bardziej obecny pod kierownictwem A. Merkel nigdy ich nie kwestionowały. Zresztą nawet podejrzewana o wiele E. Steinbach nie mówi, przynajmniej na głos, że chciałaby powrotu do granic z 1937 roku. Obecne pokolenie Niemców na pewno nie jest zainteresowane dawnymi kresami III Rzeszy, a jeszcze mniej osób chciałoby wdawać się w konflikt o dzisiejszy Wrocław. Trzydziestokilkuletni Niemcy pytani, czy chcieliby umierać za „Breslau” – ze zdziwienia jedynie marszczyli brwi. Odpowiadali zawsze w ten sam sposób: My tu co najwyżej przyjedziemy pozwiedzać, napić się dobrego piwa, zarobić duże pieniądze zakładając firmy. Ale rewidować granice? To raczej pomysł z dziedziny politycznej fikcji. Dlatego coraz mniej Polaków daje się straszyć niemieckim rewanżyzmem. Chociaż to bardzo kuszące hasła, zwłaszcza dla polityków toczących boje w trakcie kolejnych kampanii wyborczych.

Dr.Krzysztof Tokarz

Więcej w magazynie REGION Europy dostępnym w salonach EMPIK w całej Polsce.