In Polen kann die Mafia machen, was sie will und wie sie will. – sagte Aleksander Gudzowaty im Interview mit Beata Steć.
Beata Steć: Haben sie keine Lust, das Thema Gas sein zu lassen, an die Französische Riviera zu fahren und das Leben zu genießen?
Aleksander Gudzowaty: Man kommt natürlich auf solche Gedanken wenn man erschöpft ist, aber dann holt einen doch die Realität wieder ein. Wenn ich jemanden fände, der die Firma leitet, dann würde ich mich vielleicht in den Aufsichtsrat zurückziehen. Aber ich suche immer noch meinen Nachfolger. Es muss dann nicht unbedingt die Riviera sein, auch wenn ich dort ein Haus besitze.
B.S.: Wäre es nicht besser, dort zu leben?
A.G.: Das Haus liegt direkt am Meer, ca. 15 km von Cannes entfernt. Ich kann meine Füße ins Meer tauchen. Ich mag diesen Ort vor allem wegen der Sommer- und Winterblumen. Die Mimosen sind am schönsten... im Februar ist es wie im Paradies, weil die Mittelmeeralpen von Mimosen bewachsen sind und der Geruch bis nach Nizza dringt. Ich habe viele Weltgegenden bereist und habe meine Lieblingsregionen, wie zum Beispiel Französisch Polynesien – für mich ein absolutes Paradies. Aber ich denke, ich kann mich gar nicht ausruhen. Ich bin ein Mensch der alten Generation, wir haben ständig gearbeitet. Ich kann ohne Arbeit nicht leben. Ich habe gelernt zu arbeiten und werde immer arbeiten. Wir sind eine gebrandmarkte Generation. Ich war letztens schwer krank und bin nur knapp einer Beinamputation entgangen, daher weiß ich, wie die andere Seite aussieht.
B.S.: Sie sagten, das Leben besteht aus Kampf und Arbeit...
A.G.: Die Arbeit betrachte ich als Auszeichnung, als integralen Bestandteil meiner Persönlichkeit.
B.S.: Eine Krankheit wirbelt manchmal das Wertesystem durcheinander....
A.G.: Auch mein Wertesystem hat sich verändert. Ich wurde in amerikanischen und polnischen Krankenhäusern behandelt. Gerettet haben mich die polnischen Ärzte im Krankenhaus an der Szaserów-Strasse. Krank zu sein ist sehr unkomfortabel, doch man hat viel Zeit nachzudenken. Ich habe diese Zeit genutzt, um mir Gedanken darüber zu machen, was ich tun möchte, wenn ich das Krankenhaus wieder gesund verlasse. Ich verließ es halb-gesund, aber Träume habe ich immer noch. Jetzt baue ich gerade, deswegen habe ich keine Zeit für andere Dinge.
B.S.: Was waren das für Träume?
A.G.: Reisen, Bücher. Ich habe viele Freunde im Ausland. In Polen habe ich ja – wie Sie wissen – keine. Jetzt baue ich ein Theater – einen Ballsaal im Wald. Es wird ein wunderschöner Bau in traditioneller Bauweise aus dem 18. Jh. Es gab mal eine Mode, dass alle Kulturveranstaltungen in Häusern stattfanden, zu dieser Tradition möchte ich zurück kehren. Ich bin ein Mensch der alten Epoche und mich regt vieles auf, was mich heute umgibt. Die Welt ist unheimlich banal geworden. Außerdem bin ich Mitbegründer der Bürgerbewegung „Toleranz“. Ich habe der Stadt Jerusalem ein großes Denkmal zum Gedenken an diese Bürgerbewegung geschenkt. Es geschehen viele Dinge im Zusammenhang mit diesem Thema, ich habe viele Treffen mit interessanten Leuten. Ich habe viel zu tun.
B.S.: Sie sagten, sie haben Freunde im Ausland aber keine in Polen. Wodurch unterscheiden sich die Polen von anderen Menschen?
A.G.: Sie haben ein anderes Wertesystem. Geld zu haben wird im Ausland positiv bewertet und ist normal. Wenn man in Polen Geld hat, hat man ein Problem, weil die Meinung vorherrscht, dass man seine erste Million stehlen muss. Ich versuchte in meinem Blog zu erklären, dass ich kein Geld gestohlen habe, sondern es mit simpelsten Methoden verdiente und über die Gewinne selbst erstaunt war. Doch es scheint niemanden zu überzeugen. Da ich mit Gas begann, wo die Lizenzen von der „Mafia“ aus Staatsbeamten, Sicherheitsdiensten und Gangstern vergeben wurden, versuchte man mich ständig aus dem Geschäft zu verdrängen. Dabei bediente man sich sehr unschöner Methoden wir zum Beispiel negativer Publicity. Jetzt kämpfe ich dagegen. Die Frechheit der Herren in der Regierung ist so groß und folgenreich, dass ich beschlossen habe aufzuschreiben, was ich darüber denke. Ich habe zuerst offen gelegt, wie ich mein Geld verdient habe. Ich habe in Polen alle meine Steuern bezahlt und habe niemals in Steuerparadiese investiert. Sogar meine Ersparnisse im Ausland werden in Polen versteuert. Ich wollte diesen positiven Aspekt meiner Tätigkeit offen legen doch es scheint nicht viel geholfen zu haben. Die Bänder von Oleksy waren ein großer Schlag. Ich denke, dass sich das gegen meine Person richtete, denn ich habe dabei verloren, nicht Oleksy, der als Held gefeiert wurde.
Polska jest krajem, w którym mafia robi, co chce i hula, jak chce. – z Aleksanderm Gudzowatym rozmawiała Beata Steć. Cz.1
Beata Steć: Czy nie ma Pan ochoty zostawić tematu gazu, wyjechać na Riwierę Francuską i korzystać z uroków życia?
Aleksander Gudzowaty: Takie myśli przychodzą, jak człowiek jest zmęczony, ale potem wracają realia. Jakbym znalazł kogoś, kto poprowadzi firmę, to może bym się przeniósł na zaszczytne stanowisko prezesa rady nadzorczej. A tak ciągle jestem w stanie oczekiwania na tego, który mnie zastąpi. Ale niekoniecznie na Riwierę, co prawda mam tam dom.
B.S.: Czy może nie byłoby lepiej tam zamieszkać?
A.G.: Dom znajduje się nad samym morzem, 15 km od Cannes. Mogę moczyć stopy w wodzie. Bardzo to miejsce lubię,m.in. ze względu na letnie i zimowe kwiaty. Mimozy są najpiękniejsze… w lutym jest jak w raju, ponieważ Alpy nadmorskie porośnięte są mimozą, a zapach unosi się aż do Nicei. Zwiedziłem dużo świata i mam takie ukochane regiony, jak Polinezja Francuska, która dla mnie jest szczytem raju. Jednak myślę, że nie umiem odpoczywać. Jestem człowiekiem ze starego pokolenia, myśmy cały czas pracowali. Nie umiem żyć bez pracy. To jest okaleczone pokolenie. Ostatnio ciężko chorowałem i groziła mi amputacja nogi.
B.S.: Powiedział Pan, że życie jest walką i pracą…
A.G.: Pracę traktuje jako wyróżnienie, jako coś, co jest integralnie związane z moją osobowością.
B.S.: Czasami choroba wywraca nasz system wartości…
A.G.: I mój się zmienił. Leczyłem się w szpitalu amerykańskim i polskim. Uratowali mnie Polacy na Szaserów. Chorowanie to dyskomfort, ale ma się wtedy czas na różne myśli. Wykorzystywałem ten czas na marzenia o tym, co będę robił jak wyjdę zdrowy ze szpitala. Wyszedłem na wpół zdrowy, ale marzenia mam nadal. Teraz buduję, więc nie mam czasu na inne rzeczy.
B.S.: Jakie to były marzenia ?
A.G.: Wyjazd, książka. Mam mnóstwo przyjaciół za granicą, w Polsce, jak Pani wie, nie mam żadnych. Teraz buduję teatr – salę balową w lesie. Piękną budowlę opartą na tradycjach XVIII wieku. Była kiedyś taka moda, że wszystkie imprezy kulturalne odbywały się w domach, i ja chcę właśnie wrócić do tych tradycji. Jestem człowiekiem z tamtej epoki i denerwuje mnie to, co teraz mnie otacza. Świat stał się bardzo banalny. Poza tym jestem współtwórcą ruchu obywatelskiego o nazwie „Tolerancja”. Ofiarowałem miastu Jerozolima wielki monument – pomnik, który jest symbolem tego ruchu. Dużo rzeczy się wokół tego tematu dzieje, odbywam wiele spotkań z ciekawymi ludźmi. Mam co robić.
B.S.: Powiedział Pan, że w Polsce nie ma przyjaciół, a za granicą tak. Czym różnią się Polacy od innych ludzi?
A.G.: Mają inny system wartości. Posiadanie pieniędzy za granicą jest oceniane pozytywnie i jest normalne. Posiadanie pieniędzy w Polsce jest kłopotem, ponieważ pokutuje teoria, że pierwszy milion trzeba ukraść. Ja próbuję to wyjaśnić w moim blogu, że nie ukradłem pieniędzy, tylko zarobiłem je najprostszym sposobem i sam byłem zaskoczony wielkością zarobku. Ale jakoś to innych nie przekonuje. Przez to, że zacząłem od dziedziny gazu, na którą licencje wydawały „mafie” w postaci urzędników państwowych, służb i bandziorów, ciągle mnie z tego biznesu próbowali usunąć. Posuwali się do nieładnych zachowań, przede wszystkim zrobili wokół mojej osoby czarny PR. Teraz z tym walczę. Bezczelność panów przy kolejnym rządzie jest tak silna, a konsekwencja tak wielka, że postanowiłem zacząć pisać, co o tym myślę. Po pierwsze ujawniłem, w jaki sposób zarobiłem pieniądze. Byłem człowiekiem, który w Polsce płacił wszystkie podatki, nie korzystałem z żadnych rajów podatkowych. Nawet oszczędności, które mam za granicą, są opodatkowane w Polsce. Chciałem ujawnić tą pozytywną stronę działalności. Ale myślę, że to i tak za dużo nie pomogło. Taśmy Oleksego były strasznym uderzeniem. Dochodzę do wniosku, że to było wymierzone przeciwko mnie, bo straciłem na tym ja, a nie Oleksy, który został bohaterem.