Region24.info

Ich bin ein Fan von Piłsudski

Ich bin ein Fan von PiłsudskiDonald Tusk wird Amerika nicht neu entdecken, er ist schwach und schlecht vorbereitet. Er ist ein Kurzstreckenläufer. Eine Führungspersönlichkeit muss über den Horizont hinausschauen können – sagt Aleksander Gudzowaty im Gespräch mit Beata Steć.

B.S.: Sie sind berühmt für exzentrische Ideen und Phantasiereichtum. In Ihrem Garten haben Sie eine Kopie der Pyramide von Gizeh errichtet, ein Denkmal für einen Hund gebaut und als Atheist einen Tempel vieler Glaubensrichtungen gestiftet. Woher haben Sie diese Ideen?

A.G.: Durch die Unruhe in meiner Seele. An dem Ballsaal im Wald, den ich gerade baue, wird in Anlehnung an italienische Motive ein Tempel für die Zeit errichtet, die noch kommen wird. Dort werden Priester die Glocken schlagen. Die Glocke ist schon gegossen und wiegt 600 kg. Sie wird im Gewölbe eines wundervollen italienischen Liebestempels aus Marmor aufgehängt. Vor jedem Glockenschlagen wird ist Stück der Melodie „Warszawianka“ erklingen. Die Ideen entstehen in meinem verrückten Kopf und sind Ausdruck meiner Irritation über die sich selbst verschlingende Welt. Die letzten Tage habe ich in Jerusalem bei der Feier zum ersten Jahrestag der Einweihung des Monuments für Toleranz verbracht. Bei dieser Gelegenheit leitete ich eine wissenschaftliche Konferenz über die Koexistenz unterschiedlicher Religionen und hielt ein Referat zum Thema: „Die Folgen der Globalisierung des Radikalismus“. Worauf ist das zurückzuführen? Mein Vater studierte Philosophie und wir haben in meiner frühen Jugend viel darüber gesprochen. Mein Vater hat mir vieles mitgegeben. Deswegen bin ich ständig auf der Suche und habe ständig neue Ideen aber ich kann nicht darüber sprechen, weil die Leute über mich lachen. Man lacht zum Beispiel darüber, dass so ein Mann wie ich sich eine Pyramide baut.

B.S.: Eben, wozu brauchen Sie eine Pyramide?

A.G.: Sie ist vor allem sehr schön – eine architektonische und energetische Skulptur. Sie besteht nur aus Kanten, ohne Flächen. Die Strahlung der Form konzentriert sich auf die Kanten. Da gibt es überhaupt kein Metall, es ist ein mathematisches Modell einer Pyramide. Ich habe viel über ihre besonderen Eigenschaften gehört.

B.S.: Sie umgeben sich gerne mit schönen Dingen.

A.G.: Ich mag vor allem das 18. Jahrhundert und fühle mich in unserer Zeit nicht wirklich wohl. Der Ballsaal, den ich errichte wird ein wirkliches Wunder sein. Jemand anders würde sich sicherlich eine Yacht oder ein Flugzeug kaufen. Aber ich will das alles in Polen hinterlassen, vielleicht wird es jemand eines Tages anschauen und feststellen, dass es genug eindimensionale Architektur und rechte Winkel gibt. Ich errichte etwas, was bereits existierte, ich habe mich darin verliebt. Das Geschäft ist für mich ein materielles Abenteuer, mehr nicht. Ich fühle mich nicht als geborener Geschäftsmann. Ich habe im Januar Anerkennung seitens einer der größten Organisationen erfahren. Nur wenige werden so ausgezeichnet, auf mich aber sind sie aufmerksam geworden. In Polen hingegen verspüre ich die Abneigung der Politiker.

B.S.: Sie haben viele Möglichkeiten, man kann sein Leben auch ohne Engagement im Gas-Geschäft führen...

A.G.: Aber ich lebe mein Leben so wie ich will. Ich schreibe zum Beispiel sehr gerne. Ich habe noch viele eigene frühe Texte, die ich noch nie veröffentlicht habe.

B.S.: Zu welchen Themen?

A.G.: Zu verschiedenen, es sind immer irgendwelche Reflexionen. Ich habe wundervolle Texte über die Liebe zu meinem Sohn. Am besten konnte ich nachts auf den Polynesischen Inseln schreiben. Ich hatte dort ein Haus mit Blick auf eine der wundervollsten Skulpturen. Ich habe dort einen Freund, ein Maler französischer Abstammung, der in einem erloschenen Vulkankrater lebt. Er malt wunderschöne Sachen. Ich kann diese in Polen immer wieder hochkommenden Banalitäten nicht mehr ertragen. Es ist, als hätte jemand die ganze Nation in Hypnose versetzt...

B.S.: Ich sehe, dass sie das Thema doch sehr beschäftigt...

A.G.: Ja sicher, weil ich Polen liebe und mich für einen Patrioten halte. Wenn ich diese Idioten sehe, und die Vertreter der Nation betrachten muss, dann muss ich weinen.

B.S.: Wenn man die Zeit zurückdrehen könnte, würden Sie sich dann noch mal auf das Gas-Geschäft einlassen bei all den Folgen, die sich für Sie ergaben?

A.G.: Ja, weil dieses Geschäft einen entscheidenden Vorteil hat: in 4 oder 5 Jahren konnte ich ein großes Vermögen anhäufen. Ehrlich gesagt habe ich am Anfang nicht vermutet, dass es so viel werden würde. Ich selbst zähle das Geld ja nicht, das macht mein Freund – mein Finanzdirektor. Er weiß alles am besten, ich selbst weiß gar nichts, was vielleicht eigenartig erscheinen mag, oder? Ich habe noch nie Geld gezählt. Ich hatte ja auch mein ganzen Leben lang gar keines, ich lebte immer von kontrollierten Krediten, so wie meine Eltern. Die Tatsache, dass ich Geld habe ist für mich erstaunlich.

Beata Steć

Mehr in der neue Ausgabe von „REGION“

Jestem fanem Piłsudskiego

Jestem fanem PiłsudskiegoTusk Ameryki nie odkryje, jest słabiutki i nie ma przygotowania. To są ludzie krótkich etapów. Polityk - przywódca musi umieć widzieć poza horyzont - mówi Aleksander Gudzowaty w rozmowie z Beatą Steć.

B.S.: Słynie Pan z ekscentrycznych pomysłów i fantazji, wybudował Pan w swoim ogrodzie kopię piramidy w Gizie, pomnik psa, a jako ateista postawił świątynię wielu wiar. Skąd się biorą te pomysły?

A.G.: Z niepokoju duszy. Na przykład przy sali balowej w lesie, którą buduję ostatnio, powstanie w oparciu o motywy włoskie świątynia dla czasu, który nadejdzie. Gdzie kapłani będą bić w dzwon. Dzwon jest już odlany, waży aż 600 kg. Będzie on zawieszony pod sklepieniem przepięknej, ażurowej, włoskiej świątyni miłości, rzeźbionej w marmurze. Przed każdym biciem dzwonu puszczony będzie fragment melodii "Warszawianki". Pomysły biorą się z mojej szalonej głowy, jest to wyraz irytacji przed światem, który się zżera. Ostatnie dni spędziłem w Jerozolimie, gdzie trwały obchody związane z pierwszą rocznicą odsłonięcia Monumentu Tolerancji. Przy tej okazji poprowadziłem konferencję naukową poświęconą współistnieniu różnych religii obok siebie. Wygłosiłem też referat "Skutki globalizacji radykalizmu". Skąd się to wzięło? Mój ojciec skończył filozofię i w szarych czasach mojej młodości dużo o tym rozmawialiśmy. Od ojca wiele zyskałem. W każdym razie ciągle poszukuję, mam ciągle pomysły, ale nie mogę już o tym mówić, bo się ze mnie śmieją. Na przykład z tego, że taki facet jak ja wybudował sobie piramidę.

B.S.: Właśnie, po co Panu ta piramida

A.G.: Przede wszystkim jest piękna. To rzeźba architektoniczna i energetyczna. Zrobiłem ją z samych krawędzi bez ścian bocznych. Promieniowanie kształtu koncentruje się właśnie w krawędziach. Nie ma tam w ogóle metalu, jest to taki matematyczny model piramidy. Dużo słyszałem o jej specjalnych właściwościach.

B.S.: Lubi się Pan otaczać pięknem!

A.G.: Lubię zwłaszcza cały XVIII wiek, źle się czuje w naszych czasach. Sala balowa, którą buduję – to będzie dopiero cudo! Ktoś inny pewnie kupiłby sobie jacht czy samolot. A ja to wszystko chcę pozostawić w kraju, może ktoś kiedyś to obejrzy i pomyśli, że dosyć już z architekturą jednej płaszczyzny czy kąta prostego. Buduje coś, co było, jestem w tym zakochany. Biznes to dla mnie przygoda materialna i nic więcej. Nie czuję się rasowym biznesmenem. Otrzymałem w styczniu uznanie od jednej z największych organizacji, takie wyróżnienie dostają nieliczni, tam mnie zauważyli. A w Polsce wyczuwalna jest do mnie niechęć polityków.

B.S.: Ma Pan wiele możliwości, życie można spędzić niekoniecznie koncentrując się na gazie…

A.G.: Ale je spędzam tak, jak chcę. Lubię na przykład pisać. Mam wiele swoich tekstów sprzed lat, których nigdy nie drukowałem.

B.S.: Na jaki temat?

A.G.: Różne, zawsze są to jakieś refleksje. Piękne są teksty o mojej miłości do syna. Najlepiej pisało mi się nocą na Wyspach Polinezyjskich. Miałem tam domek z widokiem na najpiękniejszą rzeźbę. Mam tam kolegę malarza – Francuz z pochodzenia, który żyje w kraterze wulkanu. Maluje przepięknie. Nie mogę już żyć maglowym banałem, który jest w Polsce. Jakby ktoś zahipnotyzował cały naród…

B.S.: Widzę, że boli Pana jednak ten temat….

A.G.: No tak, bo ja kocham Polskę i uważam się za patriotę, jak widzę tych idiotów, to same łzy cisną mi się do oczu, jak muszę tych przedstawicieli narodu oglądać.

B.S.: Gdyby tak cofnąć czas, czy jeszcze raz zdecydowałby się Pan na prowadzenie biznesu gazowego, wiedząc o wszystkich konsekwencjach, jakie mogą Pana spotkać?

A.G.: Tak, bo ten biznes ma jedną cechę: przez 4, 5 lat zrobiłem duży majątek. Nawiasem mówiąc, na początku nie wiedziałem, że taki duży. Mam zwyczaj nieliczenia, od tego jest mój przyjaciel – dyrektor finansowy. On wie wszystko najlepiej, ja nic – co może wydawać się dziwne, prawda? Nigdy nie liczyłem pieniędzy. Zresztą, całe życie ich nie miałem, żyłem na kontrolowanym kredycie, tak jak i moi rodzice. Dla mnie fakt, że mam pieniądze, jest potwornym zaskoczeniem.

Beata Steć

Więcej w nowym wydaniu Magazynu REGION Europy