Region24.info

Nur auf Deutsch!

Nur auf Deutsch!In Deutschland wird fast flächendeckend das Prinzip „In Deutschland spricht man Deutsch“ angewandt. Beim deutschen Jugendamt wurde diese Regel bis ins Absurde getrieben.

Die Jugendämter wurden 1939 noch von den Nazis gegründet und dienten ursprünglich dazu Kinder und Jugendliche entsprechend der Nazi-Ideologie zu vollwertigen Reichsbürgern zu formen. Im Rahmen des Programms „Lebensborn“ sollte in den eroberten Ländern Europas die „Spreu vom Weizen“ getrennt werden. Das „Weizen“ wurde zur weiteren Erziehung ins Reich geschickt, die „Spreu” hingegen kam in die Gaskammern von Auschwitz. All das sollte man im Auge behalten und bei jedem auch noch so kleinen Anfangsverdacht protestieren, wenn EU-Bürger in Deutschland diskriminiert werden.

Polnisch schadet dem Kind

Wojciech Pomorski ist einer von denen, die seit vielen Jahren für ihre Bürgerrechte in Deutschland kämpfen. Nach Deutschland kam er 1989 mit der letzten Emigrationswelle. Hier verliebte er sich in eine sechzehnjährige Deutsche, die er nach drei Jahren heiratete. Gemeinsam haben sie zwei Töchter: Justyna und Iwona Polonia. Die Familie seiner Frau hat ihre Beziehung nie akzeptiert und hegte Vorurteile gegen Polen. Doch Wojciech Pomorskis Frau hat selbst Polnisch gelernt und hatte nichts dagegen, dass in ihrer gemeinsamen Hamburger Wohnung polnisch gesprochen wurde. Außerhalb der Wohnung unterhielten sie sich auf Deutsch, so konnten die Töchter lernen, beide Sprachen zu sprechen, sie haben auch die doppelte Staatsbürgerschaft. In dieser deutsch-polnischen Familie war es wie in anderen Familien auch mal besser, mal schlechter. Bis zu dem Tag im Jahr 2003 als Wojciech Pomorski eine leere Wohnung vorfand, ohne Frau und ohne Kinder. Für ihn begann ein Horror der bis heute dauert. Seiner Meinung nach hat seine Frau mit Hilfe des Hamburger Jugendamtes seine Töchter entführt. Erst nach einigen Monaten hat ein Hamburger Familiengericht dem Familienvater gestattet, seine Töchter zu sehen. Die Besuchszeiten wurden alle zwei Wochen für zwei Stunden angesetzt und sollten nur unter Aufsicht des Jugendamtes stattfinden. Das Gericht befürchtete, dass Pomorski seine Kinder nach Polen entführen könnte. Doch noch bevor es zum ersten Treffen kam, informierte Pomorski das Gericht, dass er sich mit seinen Töchtern wie immer auf Polnisch zu unterhalten gedenkt. Das Treffen wird auf Deutsch oder gar nicht abgehalten – antwortete Martin Schröder, der zuständige Sachbearbeiter des Jugendamtes. Zum Treffen mit den Kindern kam es im Endeffekt nicht.

„Raus hier!”

Wojciech Pomorski rekapituliert ein beispielhaftes Gespräch im Jugendamt: Ein Beamter bestellte ihn zum Gespräch. Als Wojciech Pomorski ihn darauf aufmerksam machte, dass das Verbot sich mit seinen Kindern auf Polnisch zu unterhalten im Widerspruch zum „Deutsch-Polnischen Abkommen“ aus dem Jahr 1991 steht, antwortete Herr Bruno Mohr: „Das Abkommen interessiert mich einen Scheißdreck“, anschließend sprang er vom Stuhl, riss die Tür auf und schrie: „Raus hier!“. Seine Töchter konnte Wojciech Pomorski erst zwei Jahre später wieder sehen. Kurios ist das Hauptargument, das die deutschen Beamten anführen, um Kindern zu verbieten, sich bei Treffen auf Polnisch zu unterhalten. In einem Dokument kann man dazu Folgendes lesen: „Aus fachlich-pädagogischer Sicht ist hervorzuheben, dass es nicht im Interesse des Kindes liegt, bei beaufsichtigten Treffen Polnisch zu sprechen. Hinsichtlich des Wohnsitzes des Kindes in Deutschland und einer späteren Einschulung in einer deutschen Schule ist einzig die Förderung der deutschen Sprache angebracht.“

Waldemar Gruna

Mehr in der Magazin REGION 1/2010

Nur auf Deutsch!

Tylko po niemiecku!

Tylko po niemiecku! „Jesteśmy w Niemczech, więc rozmawiamy tylko po niemiecku”. Ta praktyczna zasada sięgnęła granic absurdu w przypadku jednego z niemieckich urzędów — Jugendamtu.

Urząd ten utworzony został w roku 1939 r. przez hitlerowską NSDAP i służył nazistowskiej polityce wynaradawiania dzieci i młodzieży i przekształcania ich w „pełnowartościowych” mieszkańców IIII Rzeszy. Hitlerowskie Niemcy, realizując program Lebensborn, nastawiały się na „oddzielanie ziaren od plew” w podbitych krajach Europy. „Ziarna” przekazywano do dalszej indoktrynacji w Niemczech, a „plewy” do komór gazowych, m.in. w Auschwitz. O tym należy pamiętać i protestować w każdej, nawet najbłahszej sytuacji, która może (choć nie musi) doprowadzić do dyskryminacji obywateli Unii Europejskiej w Niemczech.

Polski jest szkodliwy dla dziecka

Wojciech Pomorski to jedna z osób, które od wielu lat walczą o prawa obywatelskie w Niemczech. Do Niemiec wyjechał w ostatniej fazie emigracji z Polski w 1989 roku. Tam zakochał się w szesnastoletniej Niemce, z którą po trzech latach wziął ślub. Ma dwie córki: Justynkę i Iwonkę Polonię. Rodzina od strony żony nie akceptowała ich związku. Najbliżsi krewni jego żony służyli w SS, a babka, członkini Hitlerjugend, została wysiedlona z dawnych Prus. Żona Wojciecha Pomorskiego sama nauczyła się mówić po polsku i zgodziła się, by w hamburskim mieszkaniu domownicy mówili w tym języku. Z reguły poza domem wszyscy rozmawiali po niemiecku. Dziewczynki rozwijały znajomość dwóch języków jednocześnie. Mają też podwójne obywatelstwo, polskie i niemieckie. W tej polsko-niemieckiej rodzinie, jak w każdej, bywało dobrze i nieco gorzej. Samo życie. Do czasu, gdy w 2003 roku Wojciech Pomorski zastał puste mieszkanie, bez żony i dzieci. Dla niego zaczął się koszmar, który trwa do dziś. Jego zdaniem żona porwała córki z pomocą hamburskiego Jugendamtu. Dopiero po kilku miesiącach sąd rodzinny w Hamburgu zezwolił ojcu na widzenia z córkami. Spotkania miały się odbywać raz na dwa tygodnie, przez dwie godziny i wyłącznie pod nadzorem działacza Jugendamtu — sąd obawiał się, że Pomorski zechce uprowadzić dzieci do Polski. Jednak zanim doszło do spotkania, mężczyzna uprzedził urząd, że będzie z córkami rozmawiał tak jak zawsze, również po polsku. — To spotkanie odbędzie się po niemiecku albo nie odbędzie się wcale — odpowiedział Pomorskiemu urzędnik Jugendamtu Martin Schröder. Do spotkania z dziećmi nie doszło.

„Raus hier!”

Wojciech Pomorski podaje przykład traktowania go w Jugendamtach. Urzędnik tej instytucji w Hamburgu wezwał go na rozmowę. — Na moją sugestię, że zakaz porozumiewania się z dziećmi w języku polskim łamie traktat polsko-niemiecki z 1991 roku, pan Bruno Mohr odparł, że go „ten traktat gówno obchodzi”, po czym zerwał się z krzesła, z rozmachem otworzył drzwi i krzyknął: „Raus hier!” — mówi Wojciech Pomorski. Córki zobaczył ponownie dopiero po dwóch latach. Kuriozalny jest „koronny” argument niemieckich urzędników, stosowany do zabraniania mówienia po polsku z dziećmi na widzeniach. W jednym z dokumentów czytamy: „Z fachowego, pedagogicznego punktu widzenia trzeba zaznaczyć, że nie leży w interesie dzieci, aby podczas spotkań nadzorowanych dzieci posługiwały się językiem polskim. Promowanie języka niemieckiego może być dla dzieci jedynie korzystne ze względu na ich życie w Niemczech i przyszłe uczęszczanie do niemieckich szkół”.

Waldemar Gruna

Więcej w magazynie REGION 1/2010 dostępnym w salonach "empik" w całej Polsce.

Tylko po niemiecku!