Die Gewinne der kriminellen Machenschaften in den legalen Wirtschaftskreislauf einzuspeisen, um letztlich Einfluss auf politische Entscheidungsprozesse nehmen zu können und gleihzeitig die freie Marktwirtschaft aushebeln.
Waldemar Gruna: Innerhalb der letzten zehn Jahre haben sind immer mehr Politiker und Regierungsmitglieder auf Bundes- und Kommunalebene sowohl in Deutschland wie auch in Polen in Finanzaffären verwickelt. Dabei handelt es sich nicht nur um Korruptionsfälle bei öffentlichen Ausschreibungen, sondern immer öfter um Lobbing bei Gesetzesinitiativen. Bedeutet das, dass bislang klassische kriminelle Gruppen, die sich bislang mit dem Drogenhandel befassten, nun Bereiche der Politik und Legislative erobern? Wie beurteilen Sie in diesem Zusammenhang die Zukunft des vereinten Europa?
Jürgen Roth: Die Situation ist eigentlich klar. Meine These, die ich im Buch mit Beispielen belege ist, dass immer mehr Angehörige der politischen und wirtschaftlichen Elite in Europa das Prinzip der Legalität, ethisches Gewissen und die Werteordnung der demokratischen Verfassung nur noch als Theater, reine Show und Inszenierung in der Mediendemokratie verstehen. Die englische Sprache umschreibt diese Politiker, die man in fast allen europäischen Staaten findet, feinsinnig als double-dealing politicians. Die Ursachen liegen auf der Hand. Zum einen führt kein Weg daran vorbei, dass die in den letzten Jahren ideologisch angetriebene Kultur der Illegalität in der Organisierten Kriminalität und der Gangsterwirtschaft kulminierte. Dazu kommt: „Die Globalisierung der Wirtschaft und Finanzen, die Öffnung der Grenzen, die Verbreitung des Internet, die Vermehrung der Steuerparadiese, die Fähigkeit zur Bestechung und vor allem die Schwäche der Politik dagegen haben die verbrecherische Wirtschaft‘ und zusammen mit dieser auch die „mafiose Wirtschaft“ ermöglicht. Das erleichtert denjenigen Top-Kriminellen und politischen Handlangern, insbesondere aus Osteuropa und der ehemaligen UdSSR, ihr kriminell erwirtschaftetes Kapital hier zu investieren, mit dem eindeutigen Ziel der Marktbeherrschung. Fakt ist, dass die globalen Netzwerke der Organisierten Kriminalität bereits jetzt in bestimmten Schaltzentren politischer Macht westlicher und östlicher Staaten das Sagen haben. Man denke an Italien oder die russische Föderation. Dazu passt leider, dass sich die Europäische Kommission genauso wie die deutsche Regierung, gegenüber krimionell und korrupt durchstrukturierten Staaten taub und blind stellen. Jenen Staaten wie Usbekistan, Tadschikistan, Kasachstan oder Russland, die für Korruption, fehlende Transparenz, kriminelle Aneignung von Staatseinnahmen und Verletzung der Menschenrechte bekannt sind. Das wird geflissentlich übersehen, weil es um jene Staaten geht, die Gas oder Erdöl nach Europa liefern oder liefern sollen, um unsere Energieversorgung zu sichern.Eigentlich ist es doch eine Binsenweisheit, dass sie ihre heutige wirtschaftliche und damit politische Potenz und auch Monopolstellung vor nicht allzu langer Zeit schweren Verbrechen wie Erpressung, Betrug, Mord, Urkundenfälschung, Bestechung, dem Drogen- oder Tabakschmuggel, dem Waffenschmuggel, der Umweltzerstörung oder der Steuerhinterziehung verdankt. Aus Dieben und Betrügern wurden innerhalb weniger Jahre Mogule, aus Banditen und Plünderern marktbeherrschende Oligarchen. Jetzt wollen sie unbehelligt leben, ihre umstrittene Vergangenheit soll eliminiert werden. So verfolgen sie mithilfe bestens entlohnter Public-Relations-Agenturen ein einziges Ziel: die Gewinne der kriminellen Machenschaften in den legalen Wirtschaftskreislauf einzuspeisen, um letztlich Einfluss auf politische Entscheidungsprozesse in ihrem Sinn nehmen zu können und gleihzeitig die freie Marktwirtschaft aushebeln. Gleichzeitig könnte die jeweiligen Repräsentanten krimineller Strukturen keinen Gefallen daran haben, Deutschland aufzukaufen (im Nachbarland Österreich ist dieser Prozess schon weiter fortgeschritten), wenn sie nicht Heerscharen ehrenwerter Anwälte, Steuerberater, politischer Handlanger und administrativer Erfüllungsgehilfen auf ihre Seite gezogen hätte.
W.G: Ihr neues Buch „Gangsterwirtschaft“ erscheint im Mai. Wird es sich dabei um eine Ergänzung Ihrer früheren Bücher wie „Der Deutschland-Clan“, „Anklage Unerwünscht” oder „Mafialand Deutschland” handeln? Oder ist es eher ein neuer Blick auf die Kriminalität des 21. Jahrhunderts?
J.R: Natürlich unterscheidet es sich im wesentlichen von den genannten Büchern. Zum einen weil weitaus mehr Wert auf Analyse der gesellschaftlichen und sozialen Ursachen gelegt wird und zum anderen weil in der Tat der Blick auf die Kriminalität des 21. Jahrhunderts gerichtet wird. Und da geht es immer eindeutiger um die Auflösung des bürgerlichen demokratischen Staates und der ihr innewohnenden Zivilgesellschaft.
W.G: Wie wurde Ihr letztes Buch „Mafialand Deutschland“ in Deutschland aufgenommen? Gab es Probleme bei der Veröffentlichung?
J.R: Ja, wie nicht anders zu erwarten. Ein Mitglied der Ndrangheta, das in Leipzig lebt, hatte geklagt. Und leider vor Gericht Recht bekommen, obwohl ich entsprechende Dokumente des Bundeskriminalamtes vorgelegt habe, die meine Vorwürfe belegten.
Wprowadzają dochody z przestępczych matactw do legalnego obiegu gospodarczego, aby ostatecznie mieć wpływ na podejmowanie decyzji politycznych i równocześnie móc zachwiać regułami wolnego rynku.
Waldemar Gruna: W ostatnich 10 latach coraz więcej nie tylko polityków, ale także rządzących (ministrowie, samorządowcy), tak w Polsce, jak i w Niemczech, zamieszanych jest w afery mające podłoże finansowe. To nie tylko sprawy czysto korupcyjne przy przetargach publicznych, ale także sprawy tzw. lobbingu na rzecz tworzenia ustaw i systemu prawnego. Czy takie przypadki nie są sygnałem, że klasyczne grupy przestępcze zajmujące się m.in. handlem narkotykami wchodzą w nowy obszar, jakim jest system polityczno-prawny państwa? Jak ocenia Pan przyszłość w tym zakresie w Zjednoczonej Europie?
Jürgen Roth: Sprawa jest w zasadzie oczywista. Reprezentuję tezę, którą poparłem w mojej książce przykładami, o tym, że coraz więcej członków elit gospodarczych i politycznych w Europie traktuje takie zalety, jak praworządność, wysokie morale oraz konstytucyjne wartości, tylko jako teatr, show i inscenizację w demokratycznych mediach. Język angielski określa takich polityków, których można znaleźć w każdym europejskim państwie, w „subtelny” sposób jako dwulicowych. Przyczyny przyjmowania takiej postawy są oczywiste. W ostatnich latach ideologicznie napędzana kultura bezprawia w przestępczości zorganizowanej i gospodarczej osiągnęła punkt kulminacyjny. Do tego dochodzi globalizacja gospodarki i finansów, otwarcie granic, rozpowszechnienie Internetu, mnożenie rajów podatkowych, łapówkarstwo i przede wszystkim słabość polityki, która umożliwia przestępczość gospodarczą. To następnie pomaga największym przestępcom i ich politycznym wyrobnikom, w szczególności z Europy Wschodniej i z byłego Związku Radzieckiego, inwestować nielegalnie zdobyty majątek na zachodzie, w celu opanowania rynku. Faktem jest, że globalna sieć przestępczości zorganizowanej już teraz rządzi w określonych skupiskach politycznej władzy, przede wszystkim we Włoszech i w Rosji. Do tego dochodzi fakt, że Komisja Europejska, podobnie jak rząd Niemiec, wydaje się wobec wysoko rozwiniętych, lecz przestępczych i skorumpowanych państw niczego nie widzieć. Takie państwa, jak Uzbekistan, Tadżykistan, Kazachstan czy Rosja, znane są z korupcji, braku przejrzystości finansowej, przestępczego rabowania dochodów państwa i gwałcenia praw człowieka. Na takie praktyki przymykane są oczy, by można było zabezpieczyć dostawy surowców energetycznych, ponieważ chodzi o państwa, które dostarczają lub powinny dostarczać do Europy gaz lub ropę. Wiadome jest, że państwa te swój dzisiejszy potencjał gospodarczy i polityczny oraz monopol zawdzięczają popełnianiu ciężkich przestępstw, takich jak wymuszenia, oszustwa, morderstwa, fałszowanie dokumentów, łapówkarstwo, przemyt narkotyków, papierosów i broni, zanieczyszczaniu środowiska oraz oszustwom podatkowym. Ze złodziei i oszustów w przeciągu kilku lat stali się Mogołami (monarchami z dynastii mongolskiej), a z bandytów i rabusiów — dominującymi na rynku oligarchami. Chcą wymazać swoją kontrowersyjną przeszłość i zacząć prowadzić spokojne życie. I tak, przy pomocy najlepiej opłacanych PR-owców, realizują swój jedyny cel: wprowadzić dochody z przestępczych matactw do legalnego obiegu gospodarczego, aby ostatecznie, w swoim pojęciu, mieć wpływ na podejmowanie decyzji politycznych i równocześnie móc zachwiać regułami wolnego rynku. Jednocześnie wszyscy reprezentanci kryminalnych struktur nie czerpaliby przyjemności z wykupowania Niemiec, gdyby nie mieli u swego boku chmary czcigodnych adwokatów, doradców podatkowych, politycznych pomocników i wyrobników administracyjnych (w sąsiednim państwie, Austrii, proces ten jest jeszcze bardziej rozwinięty).
W.G.: Nowa Pana książka „Gangester Wirtschaft” ukaże się w maju. Czy będzie ona niejako uzupełnieniem poprzednich Pana książek, tj. „Deutschland Clan”, „Anklage Unerwünscht” i „Mafialnd Deutschland”? A może będzie to nowe spojrzenie na przestępczość XXI już wieku?
J.R.: Naturalnie, w sposób istotny różni się ona od wcześniejszych pozycji. Z jednej strony — dlatego że o wiele mocniej położony jest nacisk na analizę społecznych i socjalnych przyczyn, a z drugiej strony — dlatego że faktycznie rzuca ona światło na przestępczość XXI wieku. Chodzi tu zawsze o upadek demokratycznych państw i mieszkających w nich społeczeństw obywatelskich.
W.G.: Jakim echem odbiła się ostatnia Pana książka „Mafialand Deutschland” w Niemczech? Czy były problemy z jej rozpowszechnianiem?
J.R.: Bardzo dużym, jak nigdzie indziej. Członek Ndrangheta, który mieszka w Lipsku, wniósł pozew. I niestety wygrał sprawę w sądzie, chociaż przedłożyłem odpowiednie dokumenty z Federalnego Urzędu Kryminalnego, które potwierdzały moje zarzuty.