Er wollte ein einzigartiges Denkmal retten trat aber auf eine mentale Mine des altes Systems.
Geboren wurde er in Zgorzelec, hat die deutsche Staatsbürgerschaft und leitet einige Firmen, die Blindgänger aus dem Zweiten Weltkrieg und andere Sprengkörper an Land und unter der Meeresoberfläche lokalisieren und bergen. Er ist ein absoluter Experte, von denen es in Europa nicht viele gibt. Doch im Jahr 2004 trat Zbigniew Suszek auf eine Mine. Es war kein Sprengsatz aus dem Krieg, sondern eine mentale Mine, die das ehemalige kommunistische System gelegt hatte. Er kaufte einst ein heruntergekommenes Palais in Kościelnik, zwischen Lubań und Leśna in Niederschlesien. Das Dorf wurde im 13. Jahrhundert von tschechischen und bayerischen Siedlern angelegt. Er wollte dieses alte, in einer wundervollen Landschaft in der Nähe der Burg Czocha gelegene Objekt erhalten. In Zeiten des Kommunismus war dort eine LPG angesiedelt. Das Palais hat eine Grundfläche von 2000 m2 und wurde im 17. Jahrhundert errichtet. In den Jahren 1866-67 wurde das Palais ungebaut.
Dieser Charakter begeisterte Zbigniew Suszek. In der Gegend wurde seit langem gemunkelt, dass im Palais ein Schatz versteckt ist. Der neue Besitzer meinte aber, der Schatz wäre der Geist und die Atmosphäre des Objektes, das er in Zukunft als Erholungszentrum für Künstler aus ganz Europa nutzen möchte. Das Vorhaben erwies sich jedoch als schwer durchsetzbar. Bei einem solchen Projekt ist man nicht nur auf finanzielle Hilfe, sondern auch auf Entgegenkommen seitens der staatlichen Bürokratie angewiesen.
Man könnte angesichts der Anzeige durch die Denkmalschutzbehörde der Wojewodschaft in Jelenia Góra und ihren obersten Denkmalpfleger Wojciech Kapałczyński sogar von offener Feindschaft sprechen. Zbigniew Suszek wurde angeklagt, ab Mai 2008 „im Bereich des Palaiskomplexes ohne Genehmigung Renovierungsarbeiten durchgeführt zu haben. Er habe Putz von den Wänden geschlagen, Fußböden herausgerissen, Wandschalungen entfernt, Fenster- und Türverkleidungen abgerissen, Trennwände eingerissen und neue errichtet, sämtliche Installationen demontiert sowie Deckenverkleidungen im Bereich des Dachbodens entfernt.“ Die Denkmalschutzbehörde in Jelenia Góra hat ihn wegen der „Zerstörungen“ angezeigt. Das Gericht gab der Behörde Recht und bestrafte den „Zerstörer“ mit einer Rüge. Nach fast 4 Jahren seit dem Kauf meint er, dass er sich in Bezug auf den „bürgerfreundlichen Staat“ verspekuliert hat. Er ist kein Millionär, sondern möchte etwas nützliches und langfristiges aufbauen. Er wollte in dieser Region etwas hinterlassen, wenn er, so wie die früheren Besitzer aus dem Leben scheidet. Zbigniew Suszek fühlt sich betrogen. – Ich habe 4 Jahre in die Rettung dieses Baudenkmals der deutschen und europäischen Kultur investiert. Ich habe viel Geld ausgegeben, um den Verfall zu stoppen. Als „Preis“ für mein Engagement in Polen wurde ich angeklagt und muss weiterhin mit der ablehnenden Haltung der Behörden kämpfen. Ich bekomme keinerlei Unterstützung bei den überaus komplizierten Prozeduren. – sagt Zbigniew Suszek.
Chciał ratować wyjątkowy zabytek, a wpadł na minę mentalną pozostawioną przez dawny system.
Urodził się w Zgorzelcu, ma niemieckie obywatelstwo i prowadzi kilka firm specjalizujących się w określaniu położenia i wydobywaniu niewypałów będących pozostałością po II wojnie światowej, a także innych niebezpiecznych ładunków znajdujących się pod ziemią lub w dnie morskim, które na skutek korozji mogą nagle eksplodować. Jest wysokiej klasy specjalistą, których niewielu mamy w Europie. Po ponad 30 latach życia w Niemczech wrócił do Polski. Zbigniew Suszek, bo o nim tu mowa, w 2004 r. wpadł jednak na minę, i to nie tę z czasów wojny, ale minę mentalną pozostawioną przez dawny system komunistyczny. Kupił wtedy zrujnowany pałac w Kościelniku, znajdującym się między Lubaniem a Leśną na Dolnym Śląsku. Wieś założona została przez czeskich i bawarskich osadników w XIII wieku. Chciał uratować ten schowany w przepięknych terenach, niedaleko zamku Czocha, bardzo ciekawy obiekt zabytkowy. Za czasów komunistycznych znajdował się tam PGR. Pałac ma ok. 2000 m2 powierzchni. Pierwotna budowla pochodzi z XVII wieku. Pałac gruntownie przebudowano w latach 1866-67.
Ten charakter, a raczej duch budowli zauroczył Zbigniewa Suszka. W okolicach od dawna mówiono, że na terenie kompleksu znajduje się skarb. Zdaniem nowego właściciela skarbem tym są duch i atmosfera obiektu, który wykorzystać chce w przyszłości na centrum wypoczynku artystów z całej Europy. Niestety jest to idea wyjątkowo trudna do realizacji, a na pewno Polsce. Przy takim projekcie niezbędna jest nie tylko pomoc finansowa, ale też co najmniej przychylność biurokratycznego otoczenia.
W tym przypadku można mówić nawet o pewnej wrogości, bo czym jest sprawa sądowa wytoczona Zbigniewowi Suszkowi przez jeleniogórską delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków i jej szefa, pana Wojciecha Kapałczyńskiego? Oskarżono pana Suszka o to, że od maja 2008 r. „na terenie kompleksu pałacowego będąc zobowiązany do uzyskania w drodze decyzji zezwolenia na przeprowadzenie prac remontowych na terenie pałacu (...) dokonał prac remontowych polegających na zbijaniu tynków, odkrywaniu posadzek, zdemontowaniu boazerii stolarki drzwiowej i okiennej, wyburzaniu ścianek działowych i wybudowaniu nowych, demontażem wszelkiego rodzaju instalacji, demontażu podsufitek na poddaszu”. Jeleniogórska „ochrona zabytków” oskarżyła go więc o działalność niszczycielską. Sąd zgodził się z pracownikami urzędu i ukarał „niszczyciela”... naganą. Po ponad 4 latach od kupienia kompleksu uważa, że przeliczył się w swoich nadziejach co do „przyjaznego państwa” i jego urzędników. Nie jest milionerem, ale pasjonatem działań mających za podstawę zrobienie czegoś pożytecznego na wiele lat. Działań, które zaznaczą jego obecność na tej ziemi, gdy podobnie jak poprzedni właściciele odejdzie. Zbigniew Suszek czuje się oszukany. — Poświęciłem już 4 lata na ratowanie tego zabytku nie tylko niemieckiej kultury, ale kultury europejskiej. Wydałem sporo pieniędzy na prace, które pozwoliły zatrzymać dalsze niszczenie pałacu. Swoistą „nagrodą” za moje zaangażowanie w Polsce była sprawa sądowa, a jest w dalszym ciągu nieprzychylność urzędnicza, niedoinformowywanie, wprowadzanie w błąd czy brak jakiegokolwiek wsparcia w bardzo skomplikowanych procedurach — mówi Zbigniew Suszek.